Dorota Deląg nie wyobraża sobie domu bez zwierząt. Twierdzi, że nawet najwspanialej urządzone wnętrze jest puste, jeśli nie rozlega się w nim szczekanie psa, miauczenie kota, śpiew ptaka. Zawsze miała psa. Teraz w jej mieszkaniu króluje jamniczka Nadia.
"Mój ojciec jest wielkim psiarzem. Przekazał mi miłość do zwierząt i potrzebę opiekowania się nimi. Najpierw mieliśmy dużą wielorasową sukę Misię. Potem w naszym krakowskim domu przez 15 lat mieszkał jamnik Filip. Był piękny, mądry, cudowny, bardzo kochany. Dlatego, gdy po skończeniu szkoły teatralnej we Wrocławiu przyjechałam do Warszawy, natychmiast postanowiłam adoptować jamnika. Ale suczkę, ponieważ są wyraźne różnice charakteru między psem a suką" - mówi Dorota Deląg.
Blondynka przed lustrem
Na tę decyzję wpłynęło także oczarowanie piękną i mądrą jamniczką należącą do znajomych z Mazur. Pani Dorota adoptowała jej córkę Nadieżdę, która odziedziczyła najwspanialsze cechy swojej mamy. - "Jest pogodna, ciekawska, zadziorna, skora do zabawy, bardzo konsekwentna i bardzo uparta. Kiedy oglądam film w telewizji, a ona ma akurat ochotę na zabawę, zawsze postawi na swoim. Przychodzi do mnie, przynosi piłeczkę i prosi, żeby jej rzucić. Raz, drugi, trzeci... W końcu ją rugam, a ona - jak zawsze w takich sytuacjach - ogląda się za siebie, jakby się dziwiła, czy na pewno o nią chodzi. Do tego patrzy mi w oczy z pytaniem: A co ja takiego zrobiłam? To jest rozbrajające. Oczywiście łamię się i po raz kolejny rzucam piłeczkę."
Nadia trafiła do domu Doroty Deląg jako niespełna 8-tygodniowy osesek. Ale już ta maleńka, cudowna kuleczka przejawiała cechy prawdziwej kobietki. - Była krnąbrnym maluchem. Długo nie mogłam nauczyć jej załatwiania się poza domem. Rozkładałam w mieszkaniu gazety, na których, jak sądziłam, powinna siusiać. Nic z tego. Ona, dama, robiła to tylko na dywanie i do tego w miejscu, gdzie były lustra. Najchętniej podchodziła do dużego zwierciadła, umieszczonego na szafie, patrzyła, czy ładnie wygląda i dopiero wtedy kucała. Trudno było coś na niej wymóc. Kiedy podniosło się na nią głos, czarowała, hipnotyzowała mnie swoim urokiem. Gdyby mogła przemienić się w człowieka, Nadieżda na pewno byłaby piękną blondynką, taki ma charakter.
Łapówka za samotność
Pani Dorota z racji swojego zawodu często wyjeżdża. Jamniczka też lubi podróże. W samochodzie stoi oparta łapkami i ogląda widoki za oknem, zasypia dopiero, gdy się jej to znudzi. - Na plan filmowy jeszcze jej nie zabierałam, czasem bierze ją mój brat Paweł. Żartuje wtedy, że Nadia oczarowuje wszystkich, niczym prawdziwa gwiazda. Nie ma też problemu z zostawianiem jej w domu. Zawsze, gdy wracam, przynoszę jej jakiś psi przysmak. Dlatego mój powrót kojarzy jej się z przyjemnością i uważa, że warto na mnie czekać. Ale gdy nie ma mnie zbyt długo, widzę, że jest na mnie trochę obrażona. Wtedy jest wielkie całowanie, przepraszanie i wręczanie łapówki.
Na całym cywilizowanym świecie, gdy gość wchodzi z psem do kawiarni, kelner podaje psu miseczkę z wodą. U nas jest inaczej, gdyż nie szanuje się zwierząt. Taką nieprzyjemną sytuację miałam w jednej z warszawskich restauracji, do której już nigdy nie pójdę. Weszłam z psem prowadzonym na smyczy. Kelnerka nie chciała mnie obsłużyć i kazała wyjść. A Nadia grzecznie zachowuje się w kawiarniach. Siada na krześle i przeważnie zasypia. Budzi się dopiero wtedy, gdy do jej noska doleci smakowity zapach potrawy, którą właśnie jem. Wtedy patrzy na mnie wzrokiem głodzonego psa, bo jest strasznym łakomczuchem.
Do czego służy posłanie
Nadia jest karmiona raz dziennie, ponieważ jamniki, ze względu na kręgosłup, nie mogą być grube. Dostaje mięso z kaszą i warzywami. Oczywiście szybko zjada mięsko, a kasza zostaje na później. W końcu zjada ją z miną cierpiętnicy. Patrzy przy tym na mnie z wyrzutem.
Pani Dorota stara się robić Nadii różne kulinarne niespodzianki. Suchy pokarm, czy kosteczki jej pupilka traktuje jak zabawki, które można zakopać, schować. Ukrywa je więc pod łóżkiem, za szafą, w bucie... Nie dostaje słodyczy, co nie znaczy, że ich nie lubi. - Raz, kiedy byłam w łazience, ukradła ze stolika całą tabliczkę czekolady. Na podłodze zobaczyłam puste opakowanie i zachwyconą sobą Nadię. Potem oczywiście miała kłopoty z żołądkiem i trzeba było ją ratować.
Nadia uwielbia też owoce - kiwi, banany, jabłka, mandarynki, a także ogórki kiszone. Zawsze asystuje swojej pani, gdy ta robi sałatkę.
Dorota Deląg chodzi późno spać i rano lubi sobie dłużej pospać. Jakież było jej zdziwienie, gdy po dwutygodniowym pobycie Nadii u mamy - również aktorki - w Krakowie, sunia zażądała spaceru o siódmej rano. - "Moja mama wcześnie wstaje i o tej porze wyprowadzała ją na spacer. Nadii najwyraźniej bardzo się to spodobało. W końcu udało mi się ją przekonać do naszego rytmu dnia. Na pierwszy spacer wychodzimy o wpół do dziesiątej, za to na ostatni o pierwszej w nocy. Nadia lubi mnie budzić i robi to sprytnie. Najpierw daje delikatnie buzi w policzek, a gdy otwieram oczy, zachęca mnie do pieszczot i zabawy. Ma swoje miejsce, ale najchętniej śpi ze mną. Posłanie służy jej do chowania kosteczek i zabawek."
Dziewczyna z charakterem
Jak wszystkie psy Nadia uwielbia spacery - nosi patyki, biega za nimi, lub bawi się z innymi psami. Jej najlepszym przyjacielem jest pogromca psów na osiedlu - buldog Kiler. Kiler traktuje ją trochę jak swoją maskotkę i opiekuje się nią.
Nadia nie boi się koni. Jej mama mieszkała w stadninie na Mazurach i córka najwyraźniej odziedziczyła po niej sympatię do tych zwierząt. Kiedy Dorota Deląg jedzie konno, jamniczka biegnie za nią. Jest mądra i uważa, żeby nie wbiec po końskie kopyta. Chociaż raz zdarzyła się jej nieprzyjemna przygoda. - Ćwiczyłam na padoku, a ona jak zwykle była obok. Nagle zaszczekała na konia. Koń spojrzał na moje maleństwo i pomyślał, że za wiele sobie pozwala. Nie chciał jej skrzywdzić, a jedynie postraszyć. Uderzył kopytem mocno o ziemię, a Nadia... zemdlała. Ocuciliśmy ją, wstała, otrzepała się i pobiegła... szczekać na konia. To odważna dziewczyna z charakterem.
Materiał i zdjęcie ze strony: Psy.pl
Data dodania: 2002-04-20 12:50
Ostatnia modyfikacja: 2007-09-22 18:15